Potężny piesku, co władasz gorącem
I ogień lejesz gardłem swym pieniącem,
Którego ogniem krynice słabieją
A śniegi wieczne z gór się rzeką leją,
Spraw to mocą twą, aby twe pożogi,
Które miłości we mnie zapał srogi
Mnożą, nad dziewką okrutną zażyły
Takiej lub większej niż nade mną siły!
Ona z ogniów twych przeszydza. jak zbroją
Bezpieczna twardą skamiałością swoją:
Sama się zimnym mrozem otoczyła.
Sama krew w żyłach w śniegi obróciła.
Co nowa Zemla ma zimy i mrozów,
Co Lodowate Morze (kędy wozów
Większy pożytek niźli krzywych łodzi),
Co Wołga (którą Moskwicin przechodzi
Cały rok lodem) kryje zimnej wody.
Wszytkie te w piersiach ma mrozy i lody.
Widzi to Wenus, ale nie dba ani
Zwykłym jej trybem tej hardości gani:
Owszem, jakby z nią zmówiła się zgodnie.
Mnie tylko w sercu podżega pochodnie.
Ale ty mścij się mej szkody, twej wzgardy.
I państwem, które nad nami masz. hardy.
Napełń ją ogniem, niech i ona czuje,
Że kiedy świecisz, każda-ć rzecz hołduje
I każda, lubo odporna, jako ty
Błyśniesz na niebie, zapada w zaloty.
Co jeśli sprawisz, będę-ć życzył, aby
Obrok cię z źródeł dochodził niesłaby
I żebyś wsiadszy na wóz miasto słońca
Wiódł szczęśliwy rok od końca do końca.
Strapieni ludzie, źle się z wami dzieje,
Lecz miłość ze mną okrutniej poczyna:
Was człowiek, a mnie silny bóg zacina,
Wy macie wyniść, jam bez tej nadzieje.
Was spólne słońce, mnie własny jad grzeje,
Was pręt od grzbieta, mnie z serca zacina,
Wam nogi łańcuch, a mnie szyję zgina,
Wam ręka tylko, a mnie dusza mdleje.
Was wiatr, a mnie ból ciska na przemiany,
Was prawo, mnie gwałt trzyma w tym więzieniu,
Wam podczas sternik sfolguje zbłagany,
Ja darmo czekam ulgi w uciążeniu.
A w tym jest mój stan nad wasz niewytrwany,
Że wy na wodzie, ja cierpię w płomieniu.
Tysiąckroć, moja bohatyrko cudna.
Chcę z tobą stałe zawierać przymierze
I spisać nasze mowę na papierze.
I ty do tego nie dasz się być trudna.
Ale ja idę wprost, a tyś obłudna,
Bo choć Ja mieszkać w pokoju chcę szczerze,
Twe usta zdrajcy, twe oczy szalbierze
Marcują ze mną jako rota ludna.
Łacno tak wygrać, bo gdy się ja boju
Napieram, stoisz przy umownej radzie.
Kiedy zaś spuszczę i wierzę w pokoju,
Ty wojnę rześko zaczynasz na zdradzie.
Przebóg, przymierza! A że nie dla stroju
Przymierza proszę, weź serce w zakładzie.